Maciej BorkowskiKonkretnie, wraca na mapę portów obsługiwanych przez oceaniczne serwisy żeglugowe – i to od razu dwa. Armator Mediterranean Shipping Company (MSC) przedłużył do Gdyni, ale także i Kłajpedy, swoje linie żeglugowe obsługujące porty Afryki Wschodniej i Oceanu Indyjskiego oraz Australię. Kiedyś pływały tam regularnie statki Polskich Linii Oceanicznych, ale pamiętają to już chyba tylko najstarsi marynarze.

Kwietniowe zawinięcie do Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego statku MSC Paris, inaugurujące jedno z połączeń, nastąpiło, gdy prace przy przebudowie wewnętrznej obrotnicy portowej były już zaawansowane, a zatem jednostka o nośności ponad 102 tys. t i długości 334 m mogła tam już swobodnie manewrować. A był to drugi co do wielkości kontenerowiec, jaki kiedykolwiek zawinął do Gdyni. Wygląda na to, że rynek żeglugowy oczekiwał, żeby w tym porcie zaczęło się coś konkretnego dziać, jeśli chodzi o jego przystosowanie do obsługi większych jednostek.

Statki obu serwisów MSC to nie będą jeszcze megakontenerowce, jak te zawijające do Gdańska (MSC Paris ma pojemność 8204 TEU). Ważniejsze jest jednak, że port, a właściwie cały Bałtyk, uzyskał bezpośrednie połączenia żeglugowe z Afryką, Australią i subkontynentem indyjskim. To oznacza, że Gdańsk i Gdynia, jeśli chodzi o serwisy liniowe, będą się raczej uzupełniać, niż konkurować. Oceaniczne statki MSC zastąpią wprawdzie serwis dowozowy MSC, łączący dotąd Gdynię z portami Europy Zachodniej, ale będą to dwa połączenia tygodniowo w miejsce jednego. Czyli port na tym zyska.

Osiem lat temu Maersk ponownie „otworzył” Bałtyk dla oceanicznej żeglugi liniowej, przedłużając swoje serwisy najpierw do Gdańska, a potem do St. Petersburga (Ecubex). Dowiódł tym samym, że nie muszą się one kończyć w portach zachodniej Europy. Inni armatorzy ociągali się. Ich statki oceaniczne zaczęły się tu pojawiać dopiero niedawno, w ramach aliansów. Dotyczyło to jednak tylko kierunku dalekowschodniego. Zatem połączenia z Afryką i Australią to nowa jakość.