Niemcy pozostają jednym z filarów Unii Europejskiej, trzecią gospodarką świata i naszym najważniejszym partnerem handlowym. To także największy kraj regionu Morza Bałtyckiego – jeśli pominąć Rosję – i naturalny punkt odniesienia dla polskiej branży morskiej. Przez lata Niemcy były głównym konkurentem naszych portów, a zarazem cennym partnerem biznesowym. Skala niemieckiej gospodarki oraz strategiczne położenie sprawiają, że porty Morza Północnego skutecznie konkurowały z naszymi portami o ładunki z całej Europy Środkowej, w tym z Małopolski i Śląska.
Ostatnia dekada przyniosła jednak zmianę. Dzięki inwestycjom w Trójmieście i Świnoujściu polskie porty odzyskały zaplecze i coraz częściej wygrywają konkurencję z niemieckimi. Efektem tej konkurencji były duże napięcia w polsko-niemieckich relacjach morskich, czego przykładem jest spór o terminal w Świnoujściu.
Jednak największym punktem sporu było odmienne podejście do polityki energetycznej. Polska stawiała na uniezależnienie od Rosji i budowę gazoportu, Niemcy zaś zacieśniały współpracę z Moskwą poprzez Nord Stream. W efekcie Bałtyk na długo podzielił się na dwa obozy: niemiecko-rosyjski i ten skupiony wokół Polski, Skandynawii i państw bałtyckich.
Dziś ten podział należy już do przeszłości. Po agresji Rosji na Ukrainę Niemcy zerwały energetyczne więzy z Moskwą i stały się jednym z kluczowych dostawców broni dla Kijowa. RFN w imponującym tempie zbudował własne gazoporty i postawił na morską energetykę wiatrową. Z byłego partnera Rosji Berlin przeobraził się w adwokata Ukrainy w drodze do Unii Europejskiej.
Po objęciu urzędu kanclerza przez Friedricha Merza tempo zmian przyspieszyło. Dziś Polskę i Niemcy łączy podobne spojrzenie na rosyjskie zagrożenie i wspólne postrzeganie Bałtyku jako źródła energii niezależnej od Moskwy. Czy uda się zbudować trwałe polsko-niemieckie partnerstwo na morzu, unikając dawnych błędów i pokonując utrwalone uprzedzenia? To poważne wyzwanie, ale zdecydowanie warto je podjąć.





