Mærsk przygotowuje się do powrotu na trasy przez Morze Czerwone i Kanał Sueski, nie ujawnił jednak terminu, podkreślając zamiast tego kwestie bezpieczeństwa. W połowie stycznia br. kontenerowiec Mærsk Denver, pojemności 6,2 tys. TEU, przepłynął przez Bab al-Mandab, docierając do Morza Czerwonego na północ bez żadnych incydentów. Co istotne, statek pływa pod banderą amerykańską i obsługuje kontrakt na przewóz ładunków dla rządu USA. Miesiąc wcześniej, w połowie grudnia ub.r., trasę te pokonał Mærsk Sebarok operujący na trasie do Indii.
– Zakładając, że wymogi bezpieczeństwa będą nadal spełniane, będziemy kontynuować nasze działania mające na celu stopniowe wznowienie żeglugi korytarzem wschód-zachód przez Kanał Sueski i Morze Czerwone – poinformował Mærsk.
Mærsk podąża śladem CMA CGM, który aktywniej przywraca swoje serwisy przez Kanał Sueski i Morze Czerwone. Francuski armator systematycznie zwiększa liczbę rejsów tą trasą, a pod koniec grudnia wysłał przez kanał jeden ze swoich flagowych statków zasilanych LNG, czyli CMA CGM Jacques Saade o pojemności 24 tys. TEU,
Mimo zachęt ze strony zarządu Kanału Sueskiego przewoźnicy zwlekają z powrotem na tę trasę. Niektórzy twierdzą, że po uznaniu jej za bezpieczną konieczne będą zmiany ze strony ubezpieczycieli, aby uczynić trasę przystępną cenowo. Ostatnie niepokoje w Iranie i obawy przed ponownymi konfrontacjami mogą jednak spowolnić plany armatorów dotyczące powrotu na Morze Czerwone.





