Zaostrza się spór wobec sprzedaży izraelskiego armatora ZIM niemieckiemu Hapag-Lloydowi. Związki zawodowe starają się wstrzymać transakcję, uniemożliwiając nawet prezesowi firmy Yairowi Seroussiemu wejście do biura. Protesty odbyły się w Aszdodzie, Holonie i Hajfie.
Związkowcy twierdzą, że sprzedaż ZIM uczyni Izrael zależnym od zagranicznej logistyki w handlu z Azją Wschodnią. Umowa została skonstruowana tak, aby przekazać większość firmy i jej sieć międzynarodowych połączeń Hapag-Lloydowi, podczas gdy izraelskie centrum armatora zostanie wyodrębnione jako „nowy ZIM” z 16 statkami i zerowym zadłużeniem. Nowo utworzona, znacznie zredukowana firma miałby być w całości własnością izraelskiego funduszu inwestycyjnego FIMI.
Izraelczycy twierdzą, że spośród 1 tys. pracowników zatrudnionych obecnie, Hapag-Lloyd oferuje roczny kontrakt zaledwie 120 osobom, a reszta stoi w obliczu niepewnej przyszłości. Z kolei niemiecki armator zapewnia, że zamierza zatrzymać ok. 80% załogi i nie zamierza przeprowadzać masowych zwolnień.
– ZIM nie jest zwykłą firmą komercyjną. W czasie wojny jego statki służyły jako kluczowy kanał dostaw amunicji, żywności i leków do Izraela. Sprzedaż zagranicznej firmie żeglugowej poważnie zaszkodziłaby zdolności państwa do niezależnego działania w sytuacjach kryzysowych. Walczymy nie tylko o nasze miejsca pracy, ale także o bezpieczeństwo każdego obywatela Izraela – podkreślają związkowcy.
Z kolei fundusz FIMI zapewnia, że nowy ZIM będzie zgodny z izraelskimi wymogami dotyczącymi transportu morskiego, ma być także silniejszy finansowo niż dotychczas. Będzie to firma z kapitałem własnym w wysokości 700 mln USD i bez żadnego zadłużenia. Obecnie ZIM ma zobowiązania finansowe wynoszące 5–6 mld USD.





