Z dr hab. n. ek. inż. Anetą Oniszczuk-Jastrząbek, prof. UG, kierownikiem Katedry Transportu i Handlu Morskiego Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego, rozmawia Maciej Goniszewski.

– Jest pani współautorką książki „Polityka morska Unii Europejskiej w zakresie zrównoważonego rozwoju obszarów morskich”. Wielu przedsiębiorców, słysząc hasło „zrównoważony rozwój”, natychmiast kojarzy to z ograniczaniem działalności gospodarczej i pogarszaniem warunków konkurencji. Czy to pojęcie to faktycznie jedynie samoograniczenie nakładane na siebie przez zamożne społeczeństwa, z którego biznes nie ma żadnych korzyści, a jedynie ponosi wyższe koszty?

– Zdecydowanie nie. To obecnie istotny obszar konkurencyjności przedsiębiorstw. To także ścieżka zmiany sposobu działalności, zwłaszcza produkcyjnej, ale i całego sektora usług. Jest to kierunek, w którym powinny podążać współczesne przedsiębiorstwa. Istnieje wiele powodów, dla których przedsiębiorstwa podejmują takie działania, np. dostosowanie się do obowiązującego prawa i międzynarodowych zasad prowadzenia biznesu. Najważniejszy powód to jednak oczekiwania społeczeństwa. W dłuższym okresie rozwój działań środowiskowych oraz społecznych wszystkim zainteresowanym podmiotom przynosi korzyści ekonomiczne w postaci długoterminowej rentowności. Dlatego też tak istotne w działalności przedsiębiorstwa jest akcentowanie potrzeb nie tylko materialnych, ale i społecznych, szczególnie że przedsiębiorstwo pozyskuje swoje zasoby z otoczenia, a więc winno mu również wyświadczać dobro. Bardziej globalnie to tak naprawdę decyzja, czy w dalszej działalności gospodarczej kierujemy się nadal wyłącznie czystym rachunkiem efektywności finansowej czy włączamy w ten rachunek elementy niefinansowe, ale wciąż ekonomiczne, kosztowe, choć niewydatkowe. Moim zdaniem jeśli przedsiębiorstwa chcą prowadzić skuteczną i efektywną działalność, muszą podejmować działania związane ze zrównoważonym rozwojem i powinny one zostać wpisane w strategię rozwoju każdego przedsiębiorstwa, z uwzględnieniem zmieniających się uwarunkowań, które wynikają z otoczenia. Podejmowanie tych działań wymusza nie tylko prawo i różne grupy nacisku, ale też rosnąca na rynku konkurencja, związana z rozwojem gospodarki światowej, postępem technicznym oraz irracjonalną eksploatacją bogactw naturalnych. Tym samym przedsiębiorstwo może budować lub umacniać swoją zdolność konkurencyjną w takich obszarach, jak ekologia, pracownicy, udziałowcy czy problemy społeczne.

– Jakimi narzędziami dysponuje UE, żeby wymuszać na poszczególnych krajach przestrzeganie zasad zrównoważonego rozwoju lub zachęcać je do ich stosowania?

– Na poziomie strategicznym stosuje ona tę zasadę jako pryncypium w każdym obszarze decyzyjnym. Na poziomie operacyjnym zaś reguluje różnego rodzaju przepisami. Mamy coraz ostrzejsze normy energochłonności nowych budynków, dzięki czemu wymuszane jest odchodzenie od paliw kopalnych i tym samym wysoko emisyjnych (węgiel, olej, a nawet gaz) i wdrażanie technologii wysokoefektywnych (pompy ciepła) zasilanych coraz częściej energią ze źródeł odnawialnych (fotowoltaika wspomagana bankami energii). W transporcie morskim taką dyrektywą była na przykład dyrektywa siarkowa, która poprzez bardzo restrykcyjne normy zawartości siarki w paliwach doprowadziła obecnie do eliminacji tlenków siarki ze spalin statków na szczególnie wrażliwych akwenach – Morzu Bałtyckim i Morzu Północnym – na poziomie 99%. Jednocześnie ustanowienie coraz bardziej rygorystycznych wymagań w zakresie efektywności energetycznej dla nowo budowanych statków ma doprowadzić do rozwoju bardziej energooszczędnych projektów, a tym samym do zmniejszenia emisji. Spodziewane wyższe ceny energii i odpowiadające im ceny paliw zwiększą nacisk na rozwój bardziej energooszczędnych systemów dla statków. Dodatkowo tworzenie różnych dobrowolnych systemów oceny efektywności środowiskowej, w tym emisji CO2, dostarcza narzędzi, które pozwalają korzystać tylko z tych statków, które spełniają nowe wymagania. UE zachęca, wspiera i dofinansowuje różnego rodzaju inwestycje bezpośrednio związane z realizacją strategii zrównoważonego rozwoju oraz pośrednio, finansując liczne projekty badawcze, wdrożeniowe i edukacyjne, w których ta strategia jest realizowana.

– Jak wygląda unijna polityka ochrony środowiska na Morzu Bałtyckim? Czy ma ona większy zakres czy mniejszy niż na Morzu Północnym, Morzu Śródziemnym i Atlantyku?

– Obszary morskie i nadbrzeżne są siłą napędową wielu państw. Mają one zasadnicze znaczenie dla dobrobytu, ponieważ stanowią szlaki handlowe, regulują klimat, są źródłem energii oraz zasobów organicznych i nieorganicznych, a także stanowią miejsce do życia i wypoczynku społeczeństwa. Coraz częściej jednak rysują się rozbieżności i bariery w wykorzystaniu obszarów morskich. Z jednej strony dostępna i rozwijana technologia oraz wiedza umożliwiają coraz lepsze użytkowanie morza, z drugiej strony łączny skutek tych działań prowadzi do konfliktów interesów oraz do pogorszenia stanu środowiska morskiego. Region Morza Bałtyckiego jest niejako doceniony w sposób szczególny. Poza instytucjami UE, które co do zasady są wiążące dla wszystkich, Bałtyk doczekał się wiele lat temu konwencji helsińskiej o ochronie środowiska morskiego, a nadzór nad jej przestrzeganiem i egzekwowaniem realizuje obecnie Komisja Helsińska. Bałtyk jako obszar społeczno-gospodarczy doczekał się własnej strategii rozwoju, w której główną oś stanowią ożywione i nieożywione zasoby, ale do eksploatacji w sposób właśnie zrównoważony. Szersze uregulowania UE obejmują wszystkie akweny morskie, w tym wymienić należy najważniejsze – dyrektywę ptasią, siedliskową oraz morskiego planowania przestrzennego i dyrektywę o morskich obszarach chronionych. Bałtyk, dla przykładu, jako jedyny akwen morski spełnia obecny wymóg minimalnego udziału 10% powierzchni objętej właśnie obszarami chronionymi. To silny impuls równoważący aktywnie wykorzystywane zasoby morskie.

– Jakie konsekwencje i korzyści ponoszą polskie przedsiębiorstwa gospodarki morskiej z tytułu europejskiej zrównoważonej polityki morskiej?

– Konsekwencje są w zasadzie równe dla wszystkich użytkowników gospodarki morskiej. Choć pewne niepożądane zjawiska można zaobserwować, jak chociażby wspomniana dyrektywa siarkowa, która nie objęła swym zasięgiem Morza Śródziemnego ani Oceanu Atlantyckiego w części przypadającej krajom UE. Pod tym kątem można było oceniać, że niższe koszty transportu morskiego dzięki zezwoleniu na dalsze używanie brudniejszych i tańszych paliw na Morzu Śródziemnym mogą prowadzić do zachwiania warunków równej konkurencji między portami Adriatyku a portami Bałtyku, przez co nasze porty narażone są na utratę jakiejś części ładunków, a zapleczem spornym tutaj są kraje Europy Środkowej. Więcej natomiast widziałabym korzyści dla polskich podmiotów. Realizacja strategii zrównoważonego rozwoju wymusza innowacje technologiczne, które stanowią współcześnie jeden z najważniejszych czynników rozwoju przedsiębiorstw, ponieważ wpływają na ich przedsiębiorczość i zdolność konkurencyjną, a tym samym ich pozycję na rynku. Dodatkowe korzyści to inwestycje, rozwój, kooperacja czy powiązania sieciowe między przedsiębiorstwami, które umożliwiają pozyskanie nowych zdolności rozwojowych, ułatwiają dostęp do zasobów i umiejętności oraz sprzyjają ich wzajemnej wymianie, zwiększając tym samym zdolność przedsiębiorstwa do przystosowania się do zmieniającego się otoczenia. Wreszcie, w towarzystwie wciąż średnio niższych kosztów pracy w Polsce, daje to nam możliwość tworzenia obszarów produkcji, montażu czy też podwykonawstwa w dziedzinie technologii morskich, na których zapotrzebowanie będzie stale i szybko rosło.

– Czy jako kraj wykorzystujemy wszystkie możliwe do osiągnięcia korzyści płynące z europejskich programów nakierowanych na zrównoważony rozwój obszarów morskich?

– To pytanie raczej do władz krajowych, względnie regionalnych, które zarządzają programami operacyjnymi. Ale na podstawie własnej wiedzy powiedziałabym, że nie wszystkie. Dzięki m.in. ustanowieniu przed 6 laty Inteligentnej Specjalizacji Pomorza nr 1 tzw. portowo-logistycznej i offshore możemy mówić o sprofilowaniu regionu na m.in. technologie morskie. I wiemy, że jest u nas coraz więcej podmiotów wpisujących się w ten profil, których działalność jest w dużej mierze ukierunkowana na eksport.

– Grupą, która chyba najczęściej krytykuje politykę morską UE, są rybacy. Zwracają oni uwagę, że unijne ograniczenia uderzają głównie w podmioty prowadzące niewielkie połowy, a w małym stopniu dotykają podmioty prowadzące połowy przemysłowe – np. szprota – które są prawdziwym zagrożeniem dla ekosystemu. Twierdzą też, że rybacy starej UE są traktowani lepiej niż ci z nowych krajów członkowskich. Czy faktycznie tak jest?

– Chyba niekoniecznie. Przepisy UE są jednakowe dla wszystkich, natomiast ich realizację Komisja Europejska powierza każdemu krajowi wedle jego zwyczajów czy woli. To dlatego tak często przywołuje się przykład duński, gdzie rybacy deklaratywnie raportują ilość złowionych ryb, podczas gdy polscy rybacy podlegają obowiązkowym kontrolom w portach przy rozładunku. Z drugiej jednak strony wprowadzane ograniczenia mają chyba sens, bo pozwalają na odtworzenie zasobów ryb morskich. Bez nich rybacy perspektywicznie pozbawiliby się pracy za kilka lat. Natomiast nie można tym tłumaczyć wszystkiego, bo w sytuacji, gdzie jeden kraj pozwala na nieformalne przełowienie, drugi rozlicza rybaków z każdej sztuki dorsza, ten pierwszy będzie na wygranej ekonomicznie pozycji. Może rozwiązaniem tego typu problemów byłyby akwakultury, czyli celowe, uregulowane i zorganizowane farmy morskie dla rozwoju i hodowli ryb morskich? Przykład norweski daje nam dobre praktyki w tym obszarze.

– Bardzo złożona jest sytuacja branży turystycznej w zakresie zrównoważonego rozwoju. Z jednej strony może się ona rozwijać dzięki czystemu środowisku obszarów nadmorskich. Z drugiej jej rozwój zagraża temu środowisku. Czy według pani przedsiębiorcy z tej branży ponoszą więcej kosztów z tytułu zrównoważonego rozwoju czy korzyści?

– Wydaje mi się, że ponoszą je w takim samym zakresie co wszyscy. Branża turystyczna nie podlega jakimś innym ograniczeniom czy obciążeniom, niż wynika to z normalnego funkcjonowania, np. zaopatrzenia w wodę, odbioru ścieków czy odpadów czy wreszcie korzystania z usług sektora transportu. Należy podkreślić, że koncepcja odpowiedzialnej turystyki, bardzo ściśle powiązana ze zrównoważonym rozwojem, wymaga poszukiwania kompromisu, który pozwoli uniknąć konfliktów między rozwojem gospodarczym z jednej strony a środowiskiem społecznym i przyrodniczym z drugiej. Osiągnięcie harmonii pomiędzy trzema wyżej wymienionymi filarami zrównoważonego rozwoju wymaga jednak określenia ich wzajemnego oddziaływania, zarówno pod względem zakresu, jak i intensywności. Do problemów, z jakimi borykają się regiony turystyczne, można zaliczyć: rosnący ruch turystyczny, zatłoczone miejsca i popularne szlaki, dewastację krajobrazu przez chaotyczną zabudowę i źle rozplanowaną infrastrukturę, nadmierną eksploatację zasobów naturalnych, kurczenie się obszarów cennych przyrodniczo, zmiany klimatyczne, niekorzystne zmiany społeczne. Korzyści zrównoważonej turystyki dotyczą m.in. minimalizowania negatywnego wpływu w sferze ekonomicznej, środowiskowej i społecznej, generowane są większe korzyści ekonomiczne dla społeczności lokalnych, poprawiają się warunki pracy i dostęp do przemysłu turystycznego. Dodatkowo angażuje się lokalnych mieszkańców w podejmowanie decyzji, które mają wpływ na ich życie i szanse życiowe.

– Dziękuję za rozmowę.